Epidemia w Polsce przybiera na sile. Nie chcemy tylko tego widzieć

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Polska nie notuje postępów w walce z epidemią. W sobotę padł kolejny rekord dziennej liczby zakażonych

Nie idziemy sprawdzić, co tam hałasuje na strychu. Staramy się po prostu nie zwracać na to uwagi - tak właśnie można scharakteryzować obecny stosunek zarówno rządu, jak i Polaków do epidemii koronawirusa. Trochę tak, jak ci sąsiedzi z kronik kryminalnych, którzy starali się nie zwracać uwagi na to, że nagle gdzieś zniknął pan spod dwójki, więc zadzwonili po policję dopiero wtedy, gdy na klatce nie dało się już wytrzymać smrodu rozkładających się zwłok.

Czytaj także

Zmęczenie dwoma miesiącami niemal kompletnego zamknięcia zrobiło swoje - zarówno jeśli chodzi o Polaków, jak i o politykę. Od połowy kwietnia i w maju do Kancelarii Premiera i na Nowogrodzką spływały kolejne raporty z badań opinii publicznej - sondażownie odnotowywały rosnącą irytację Polaków wywołaną ograniczeniami i gwałtowny wzrost obaw związanych ze stanem gospodarki i zasobnością prywatnych portfeli w kontekście skutków kwarantanny. Wskazywały też jasno - obywatele winią za jedno i drugie rząd. Zarazem stało się zupełnie jasne, że stan kwarantanny ma zupełnie druzgocący wpływ na polską gospodarkę - a jego utrzymywanie będzie pogłębiało kryzys do zupełnie niewyobrażalnych rozmiarów. I właśnie to - a nie sytuacja na epidemicznym froncie - było główną, jeśli nie jedyną przyczyną zluzowania a następnie niemal zupełnego zniesienia obostrzeń.

Choć początkowo rząd dążył do stworzenia wrażenia powrotu do normalnego życia w związku z zaplanowanymi na 10 maja wyborami prezydenckimi, na których przeprowadzeniu PiS-owi niezmiernie mocno zależało, gdyż termin ten dawał niemal pełne zwycięstwo Andrzejowi Dudzie, tuż po świętach wielkanocnych było jasne, ze jest to praktycznie niemożliwe. Dlatego pierwsze ograniczenie obostrzeń miało jedynie kosmetyczny charakter. Nie pomogło to w poprawie nastrojów. Dlatego też (już po upadku idei koronawyborów) zdecydowano się na niemal zupełne otwarcie gospodarki i na niemal całkowite zniesienie obowiązujących ograniczeń.

Tym samym Polska de facto przeszła na model szwedzki - jedyną różnicą jest tu fakt, że u nas zamknięte pozostają szkoły. Zrobiliśmy to właśnie w momencie, w którym sam główny epidemiolog Szwecji zaczął przyznawać, że przyjęte przez niego rozwiązania okazały się niewystarczające i gdy Szwecja właśnie spadła w ratingu Standard Ethics oceniającym etykę biznesu i warunki zrównoważonego rozwoju w poszczególnych krajach świata. W tej chwili kolejne kraje Europy zapowiadają, że nie przewidują otwarcia granic dla Szwedów. Nie zdecydowały się na to ani Dania, Norwegia i Finlandia, czyli najbliżsi sąsiedzi Szwecji, ani kraje należące do ulubionych kierunków wakacyjnych Szwedów - na przykład Cypr.

Zarazem to właśnie Polska i Szwecja są dziś tymi krajami Europy, które wciąż notują dzienne wzrosty zachorowań. To zupełne odstępstwo od trendu widocznego na całym kontynencie - w Europie epidemia słabnie, wciąż pojawiają się jedynie odosobnione ogniska zakażeń - jak te w niemieckich rzeźniach, czy te bezpośrednio związane z imprezami o nieco bardziej masowym charakterze.

Tymczasem w sobotę w Polsce odnotowano kolejny rekord liczby zachorowań wykrytych jednego dnia. Do epidemiologicznych statystyk trzeba było dopisać kolejnych 576 chorych. Takie rekordy od momentu, gdy rozpoczęło się znoszenie ograniczeń, Polska ustanawiała i następnie biła już kilkakrotnie. Za każdym razem najwięcej zachorowań stwierdzano na Śląsku. Tym razem również do odnotowania wyjątkowo wysokiej liczby nowych chorych jednego dnia przyczyniła się pojedyncza kopalnia. Aż 346 nowych chorych to górnicy (i inni pracownicy) z kopalni Zofiówka, gdzie przeprowadzono masową akcję badania zatrudnionych. Optymiści powiedzą, że to odosobnione ognisko choroby, które nie musi mieć bezpośredniego wpływu na sytuację w całym regionie i kraju. W rzeczywistości jednak jest zupełnie inaczej. Kopalnie to z różnych - zarówno gospodarczych, jak i politycznych - powodów podmioty na tyle silne, że zdolne do zmuszenia służb sanitarnych do przeprowadzenia w nich testów o charakterze przesiewowym. Jeśli weźmiemy pod uwagę rodziny i znajomych górników z „Zofiówki” a także osoby, które miały z nimi kontakt, zrozumiemy, że kopalnia może być nie odosobnionym ogniskiem choroby, a raczej probierzem sytuacji w całym regionie. W Polsce wciąż nie są prowadzone testy przesiewowe na wielką skalę - dlatego też nie mamy pojęcia, czy fakt, że w zatrudniającej prawie 3,5 tysiąca osób kopalni „Zofiówka” zachorował mniej więcej co dziesiąty pracownik, jest na Śląsku jakimś szczególnym ewenementem, czy raczej odzwierciedleniem sytuacji panującej w całym regionie.

Czytaj także

Podobną logiką najpewniej kierowali się Grecy - władze tego kraju ogłosiły kilka dni temu, że turyści, którzy przylecą samolotami odlatującymi z Katowic, trafią na dwutygodniową kwarantannę. Rzecz jasna wybiórcze zamknięcie kraju przed turystami przybywającymi z jednego tylko lotniska nie jest szczególnie racjonalną decyzją - na Grecję spłynęła więc uzasadniona krytyka. Nie zmienia to jednak faktu, że z punktu widzenia innych krajów Europy to właśnie Śląsk staje się obecnie odpowiednikiem Lombardii czy Wenecji Euganejskiej z marca. I tak, jak w marcu ostrzegano podróżnych powracających z południa Włoch przed zakażeniem, tak teraz szczególną uwagę zwraca się właśnie na podróżnych przybywających ze Śląska.

Naukowcy wciąż nie mają jasnego wytłumaczenia tego, dlaczego w tych krajach Europy, w których w marcu i kwietniu COVID-19 uderzył z największą siłą, obecnie koronawirus wydaje się „odpuszczać” - i to mimo faktu, że stopniowo znoszone są tam ograniczenia. Poza Polską i Szwecją dynamika zachorowań maleje w całej Europie. Nie znalazła dotąd pełnego potwierdzenia teoria o sezonowości wirusa i o powiązaniu siły epidemii z dominującą temperaturą powietrza. O ile sytuacja w Europie zdawałaby się tę teorię potwierdzać, o tyle w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie temperatury są dużo wyższe, wirus wciąż nie jest w odwrocie. W marcu w Lombardii była zaś mniej więcej taka sama pogoda, jak w maju w Polsce. Nie znalazła też jak dotąd potwierdzenia hipoteza, jakoby wirus mógł zmutować do mniej agresywnej postaci. Brak wciąż również pełnego obrazu, który może wyłonić się z testów przesiewowych - nie wiemy, jaka część europejskiej populacji miała już kontakt z wirusem. Brak wreszcie potwierdzonego naukowego wyjaśnienia, dlaczego w części krajów - w tym Polsce - obserwowana jest w statystykach znacznie niższa śmiertelność COVID-19 niż na południu Europy . Jedyną zaobserwowaną korelacją jest ta, że w tych pierwszych krajach funkcjonują programy obowiązkowych szczepień na gruźlicę. Faktem jest jednak, że w Polsce łącznych liczba zmarłych na COVID-19 pozostaje relatywnie niska - w niedzielę przekraczając 1150 osób.

Niezależnie od tego, co uchroniło nas przed naprawdę masowymi stratami na skutek COVID-19, dziś musimy sobie powiedzieć, że obostrzenia z marca i kwietnia, które okazały się katastrofą dla niektórych gałęzi polskiej gospodarki, nie spełniły swojego podstawowego celu - nie zdławiły rozprzestrzeniania się epidemii, która rozwijała się w Polsce wprawdzie znacznie wolniej niż na południu Europy, za to nieprzerwanie. Do etapu luzowania obostrzeń Polska przeszła bez żadnych wyraźnych postępów w walce z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Niemal zupełne zniesienie ograniczeń nastąpiło zaś w momencie, w którym sytuacja na Śląsku zaczęła wymykać się spod kontroli, a Polska przesuwała się na czoło europejskich statystyk tempa wzrostu liczby zachorowań. Choć sytuacja w Polsce wciąż jest daleka od stanu zupełnego epidemicznego kryzysu (na miarę choćby sytuacji w Północnych Włoszech z marca), to w żadnym wypadku nie da się nawet powiedzieć, by epidemia była w naszym kraju w odwrocie.
MASKI FFP2 ORAZ KN95 Z FILTREM, PRZYŁBICE, ŚRODKI DO DEZYNFEKCJI, OKULARY I INNE PRODUKTY PROFILAKTYCZNE PRZECIWKO WIRUSOM I BAKTERIOM >> Sprawdź w naszym sklepie <<

Protesty po orzeczeniu TK ws. aborcji przybierają na sile

Wideo

Materiał oryginalny: Epidemia w Polsce przybiera na sile. Nie chcemy tylko tego widzieć - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3